Student, który uratował nas o 2 w nocy, okazał się kimś, kogo skrzywdziliśmy, nie wiedząc o tym

Była druga w nocy. Jechaliśmy z żoną do domu z imprezy, gdy nasz samochód zacharczał i zgasł na odludnym odcinku drogi. Wtedy nie było telefonów komórkowych. Tylko cisza, gwiazdy i szum oczekiwania.

Minęła godzina, zanim zatrzymała się rozklekotana Toyota Corolla. Wysiadł z niej student – ​​szczupły, o życzliwym spojrzeniu, w znoszonej bluzie z kapturem. Zapytał, czy potrzebujemy pomocy. Zaproponowaliśmy pieniądze. Uśmiechnął się i powiedział: „Chętnie pomogę”. Potem zawiózł nas do miasta.

Nigdy więcej go nie widzieliśmy.

Aż do lat później, kiedy moja żona zadzwoniła do mnie z płaczem. Jej głos drżał, gdy powiedziała: „Otwórz wiadomości”.

I oto był.

Leave a Comment