W noc poślubną mój teść poprosił, żeby spał między nami, zgodnie z tradycją zwaną „duchem narodzin dziecka”.

Miała to być najbardziej romantyczna noc w jego życiu: początek małżeństwa, przyszłości, domu. Zamiast tego, historia stała się tak niepokojąca, a zarazem wiarygodna, że ​​nawet najbliżsi przyjaciele rodziny nie chcieli o niej mówić otwarcie.

Kiedy Apa i Lucas weszli do apartamentu dla nowożeńców po uroczystości ślubnej, wyobraziła sobie powolną muzykę, delikatne oświetlenie i szeptane obietnice. Ale zanim jeszcze dotarli do łóżka, drzwi gwałtownie się otworzyły.

Stał tam ojciec Lucasa, pan Arcaldo, z poduszką pod jedną pachą i złożonym kocem pod drugą. Jego twarz była surowa, nieprzenikniona, jakby to, co miał powiedzieć, było zwykłą rutyną.

„Będę tu spał z tobą” – powiedział.

Apa zamarła. Pomyślała, że ​​to żart. Nie był.

Lucas spojrzał na nią z zakłopotanym uśmiechem, takim, który próbuje uspokoić, ale udaje mu się jedynie wywołać u niej zmarszczenie brwi.

„Miłość… to tylko rodzinna tradycja” – mruknął. „Pierwszego dnia między nowożeńcami śpi „mapa nadziei”, aby pobłogosławić małżeństwo i zapewnić narodziny dziecka”.

Łaska.
Oczywiście. Wszystko w tej rodzinie kręciło się wokół wydania na świat męskiego potomka.

Gardło Apy się ścisnęło. Przez cały tydzień słyszała szepty:

„Bądźcie szanowani”.

„Są tradycyjni”.

„Nie kwestionujcie ich zwyczajów”. Więc milczała, mimo że każdy incydent krzyczał, by wyjść z pokoju.

Położyła się na samym brzegu materaca, a Arcaldo ustawił się dokładnie pośrodku, oddzielając żonę od męża niczym ściana.

To był początek najdłuższego lotu w jej życiu.

Leave a Comment